Niekiedy ciężko żyje się z głową, w której pojawia się kilkadziesiąt niekonwencjonalnych pomysłów dziennie. Większość z nich nigdy nie ujrzy światła dziennego, zaś bywają też takie, z których jestem naprawdę dumny. Dla jednego z nich stworzyłem osobną kategorię i nawet jeśli nie znajdzie swojego grona entuzjastów, to przynajmniej odznaczę się na tle innych „blogerów” autorskim (innowacyjnym) pomysłem.

Wszystko zaczęło się podczas mojej przygody ze studiami dziennikarskimi. Jedyne, co z nich wyniosłem, to pogawędka z red. Leszkiem Budrewiczem nt. wywiadów z nieżyjącymi sławami. Podał przykład dopasowania pytań do cytatów Józefa Piłsudskiego. Zebranie zdań w taki sposób, by sfałszować jego wypowiedzi w tematach, w których tak naprawdę nigdy nie zabierał głosu. Rzecz jasna dzisiejszy poziom dziennikarstwa nie odbiega daleko od wymyślonych historyjek, lecz spojrzałem na to z nieco innej strony, zadając sobie pytanie: ile można wyciągnąć ze zwyczajnej rozmowy? Czy w tym temacie da się zrobić więcej, skoro niemalże wszystko już zostało powiedziane? Te myśli wracały do mnie co jakiś czas, aż trafiłem na własne rozwiązanie. Tak powstał „wszechwywiad”.

„Wszechwywiad” to rozmowy z każdym i o wszystkim. By jednak nieco nakreślić kierunek, wyselekcjonowałem docelowe grono. Już od małego interesowałem się muzyką, by dziś syzyfowo podejmować się misji orbitowania wokół polskiej kultury hip-hopowej.

Piotr Sikora uwiecznił na fotografii 150. polskich raperów, oddając tym samym hołd słynnemu „The Greatest Day in Hip Hop”. Ja postanowiłem, że zadam po jednym pytaniu każdemu artyście, z którym miałem/będę miał przyjemność porozmawiać. Nie ograniczam się do raperów z jakimś kosmicznym dorobkiem muzycznym lub mainstreamową sławą. Chcę wrzucać tutaj każdego, kto tworzy. Nie deklaruję również żadnej ostatecznej liczby, a zamierzam aktualizować „wszechwywiad” przy każdej możliwej okazji.

Co z tego wyjdzie? Nie mam pojęcia, ale po cichu liczę na to, że na waszych oczach stworzymy jakiś symboliczny skrawek hip-hopowej historii.

WSZECHWYWIAD

Pragmatyczne podejście do realiów wydawnictw fizycznych jest ważne i zrozumiałe. Nie kusiło Cię jednak, by mieć jakiś namacalny dowód swojej zajawki? Choćby kilka kopii..

Persil183: Szczerze? Nie chce mi się, chociaż sam chętnie kupuję płyty od ludzi, którzy w taki sposób i na podobną skalę tworzą i chcą to wydawać. Pewnie gdybym wydał coś 20 lat temu, to pokusiłbym się o fizyczny egzemplarz. Dziś jednak podchodzę do tego inaczej. Nie wiem, czy takie płyty, szczególnie w erze masowej dystrybucji cyfrowej, mają większy sens. Co prawda w studiu mam kopiarkę do kaset i myślałem nad sklejeniem czegoś całkowicie samodzielnie – od bitów po właśnie dystrybucje magnetofonową, w ogóle lubię takie twory hand made.

ONE SHOT – w jaki sposób najlepiej pisze Ci się wersy?

BORO: Prawdę powiedziawszy nie ma reguły, czasem jest to impuls w postaci destrukcyjnego one-linera rzuconego przez koleżkę, a czasem siadam nad zeszytem i wersy przychodzą same. Wystarczy dodać im jakiegoś smaczku w postaci wielokrotnych, ciekawego flow i boom – banger gotowy. Istotną rzeczą jest wiedzieć kiedy odpuścić, jak nie klei to nie klei. Najważniejsze, że się nie podłamuję, tylko czekam parę godzin, by ochłonąć, a następnie zaczynam znowu – do skutku.

Należysz do pokolenia, które dopiero wkracza w dorosłość, lecz w Twoich utworach przewija się wiele dojrzałości. Daleko Ci do sztampowego rzępolenia na boom-bapach i paplaniny z przeogromnym ego w tle. Czy możesz jasno wskazać, skąd czerpiesz inspiracje?

ZMULAS: Uważam, że jestem zlepkiem tego, co mi się podoba w pojedynczych artystach, może wychodzi z tych wielu cech jakaś oryginalność czy styl. Jestem gąbką, shapeshifterem i skinwalkerem w branży. Bez większego zastanowienia mogę wskazać moje ostatnie muzyczne odkrycie. To taki gość zza granicy, Levi Ryan, który z pewnością nie powinien być wzorem do naśladowania jeśli chodzi o życie codzienne, zaś jego twórczość niewątpliwie jest unikatowa i przyjemna dla ucha, a przecież chyba o to w tym głównie chodzi.

To może trącić banałem, ale chce nawiązać do Twojej wypowiedzi z 2019 r., kiedy stwierdziłeś, że Twoim najlepszym wersem jest: „Życie to sku*wiel, ze swoimi trzyma sztamę, jak masz miękkie serce, to obyś dupy nie miał szklanej…”. Podtrzymujesz to?

Paluch: Nie wiem, nie zastanawiałem się nad tym. Dostałem to pytanie z marszu gdzieś koło sceny w Płocku i to było takie: „Ku*wa mać, człowieku. Wydałem czternaście albumów, więc ciężko znaleźć jeden jedyny wers’. Przypuszczam, że jakbym tak zaczął szukać w kawałkach, które nie były singlami, to pewnie znalazłbym więcej wersów, które są ciekawsze lub po prostu lepsze. Podałem ten, bo jest z numeru „Bez Strachu”, który był wówczas mega popularny.

Gdzieniegdzie ciągle mówi się o kultowych, futurystycznych ryjach. Swego czasu sporo namieszaliście pomiędzy sceną podziemną, a mainstreamową. Po debiucie w QueQuality słuch o was zaginął. Fanom należą się wyjaśnienia, choćby po latach, prawda?

Fredro (FUTURYJE): Ciężko to określić jednym zdaniem, bo nie pojawił się jeden „gwóźdź”, który zakończył naszą działalność, tylko był to proces. Pierwsze problemy zaczęły się wraz z rozpoczęciem współpracy z QueQuality, lecz nie było w tym winy wytwórni. Zwyczajnie narzucono nam datę, do której musimy skończyć płytę, a my działaliśmy na zajawce i ciężko było się dopasować. Nasze rzeczy były zwariowane, tworzone spontanicznie. Często numery powstawały jeszcze na osiedlu, w polowych warunkach. Wspólnie się nudziliśmy, nagle rzucaliśmy losowe słowo, które powtarzaliśmy w kółko. Z tego powstawał refren, a zaraz później cały kawałek. W końcu złapaliśmy się na tym, że mija termin, do którego musimy zrobić materiał, a my mieliśmy raptem 2-3 kawałki. Zaczęliśmy więc tworzyć nieco na siłę, narzucając sobie dużą presję i umawiając terminy „na zaraz”. Wpadliśmy więc w ciąg, który gdzieś tam odbierał nam całą frajdę. Wiadomo, że pewnie mogliśmy się tak dogadać, by przesunąć deadline, ale byliśmy małolatami i chcieliśmy to zamknąć. W trakcie tego procesu twórczego po prostu stwierdziliśmy, że robimy te numery trochę na siłę, że to już przypomina produkcję maszynową i że nie jesteśmy w pełni zadowoleni z tego, co wydaliśmy. Po zamknięciu projektu zrobiliśmy sobie przerwę, ale gdy próbowaliśmy wrócić, to wyszło na to, że już nie łapiemy w pełni tego futuryjowego klimatu i tworzenie nie przychodzi nam z taką lekkością, co kiedyś. Później to czasami wracało, były jakieś pojedyncze powroty do studia, ale niewiele rzeczy ujrzało światło dzienne, a jeśli nawet, to już zniknęło z Youtube.